poniedziałek, 13 lutego 2012

Po upadku potrafię wstać. Zebrać siły i dalej grać.


Łyżwy to nie jest mój sport. Dzien minal nadwyraz szybko. Rano pobudka o 7, autobus na pks o 8. Ponad 30 minutowe szukanie skad odjezdza bus do JG. Potem godzina 50 min i na 11:00 przyjazd, w trakcie info ze jej bus nie dotarl i next bedzie o 12:20 na 13. Wysiadka w Jeleniej, szybki krok na pks i 11:01 jade do niej, co ma sama czekac xD a poza tym mroz wielki wiec nie ma sensu stac. Dojechalem na 12. Jej bus ma byc 20 po. -32°C + wiatr daja wrazenie tajgi. Okolica jak Nowosybirsk tylko market Netto przywraca do pionu :) jednak Polsko jest. Ojciec jej wie ze jedzie do kolezanek wiec konspira na malenkim dworcu i w koncu wsiadamy do pksu z raciborza czy czegos i jedziemy do JG. Usmiechy i spojrzenia. Miejsca nie ma, wycieczka gimberiady wraca, wiec ja siedze z przodu, ona ma miejsce z tylu. Jest milo, pozostaja smsy. Dojezdzamy, a potem juz bylo tylko super :) na poczatek przepyszny makaron zapiekany pod serem, herbata z rumem i bajeczna obsluga klienta w pizza hut. Potem spacer, autobus do cieplic i znow po spacerku upragnione lyzwy. Wyjebalem sie z 10 razy, najgorsze ze ostatni raz byl konczacy. Jak na pierwszy raz w zyciu spodziewalem sie ze ogarne motyw lepiej.. Skrecona reka, troche bolalo ale nie dalem po sobie poznac. Ot drasniecie.. Powrot po 2h jazdy, pyszna czekolada w hotelu po drodze. Wyobraz sobie tabliczke gorzkiej czekolady wedla, roztopionej do pieknej szklanki, do tego bita smietana na wierzchu. Smak fajny, zapychajaco dzialajacy. Dluga rozmowa, klimat miasteczka akademickiego polibudy polaczonego z senatorium MSW i zabudowa typu Iwonicz Zdroj daje zajebisty efetk.. Tu to mozna sie uczyc. A jakie boskie parki.. No szok. Potem powrot do centrum JG, znow spacer, juz mrozno i trzesie wiec wbita do czekoladziarni, a w niej herbata z sokiem malinowym poprawiajaca nastroj. Czynne do 20 wiec wychodzimy za 15. 20:30-40 mamy transporty do domow, wiec idziemy do poczekalni na dworcu. Cieplo, kilku zuli + sporo ludzi z bagazami. Po jakims czasie wyszlismy, byla mila niespodzianka i wsiadlem do mojego pksu, zal ze drogi w chuj i dlugo jechal ale jechal. Jej byl 10 min pozniej. Gratis wyladowana juz o 15 bateria w SGS2. Chuj mie szczeli wiec w poniedzialek kupie ta o podwojnej pojemnosci. Koniec jebania sie z polowa dnia dzialania telefonu. Do wro dotarlem o 23:38, nocny mial byc 40 po, byl 50. W pizde zimno. Trzesie i trzeszcza mi zeby. Wsiadlem jade, wysiadka na grunwaldzie i dobieg do 10. Okazalo sie ze jedzie do zajezdni ttlko. Wysiadka na tekach i 15 min czekania na ostatnia 10tke na biskupin. Dotarlem, zjadlem 4 udka, pogadalem z panem M. Reka spuchla, byl voltaren i moze cos pomoze, poki co boli, dobrze ze ruszam palcami. Praca bedzie mozliwa. Eh juz dzis poniedzialek.. Fuj. Ale oplacalo sie, jaram sie, bylo pieknie, cudowny zamek w Bolkowie, strzegomski Unipap widziany pierwszy raz z bliska, do tego 2km do Tarczyna a wiec sok czai sie za rogiem. Wszedzie serpentyny zasniezonej kompletnie drogi, niewiarygodne przepascie i domy stojace na kazdej najbardziej stromej gorce, doslownie podkarpacie tyylko wieksze.. Bardzo sie ciesze, tak powinno byc w kazdym dzbanku. Milego poniedzialku. Mam nadzieje ze bez przeswietlenia sie obejdzie. Eh.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza